Pomnik Alfonsa XII w Parku Retiro

Mamy ogromne szczęście żyć w czasach dobrobytu. Środek Europy. Otwarte granice dają nam niemalże nieograniczone możliwości. Gdy podejmowaliśmy, razem z O., decyzję o przeprowadzce do Hiszpanii, nie wiedzieliśmy jeszcze z jakimi problemami będziemy musieli się zmierzyć.

Czy na pewno Hiszpania?

Skoro możemy zamieszkać w dowolnym miejscu na świecie, dlaczego padło akurat na Hiszpanię? Zastanawiając się nad tym pytaniem przez dłuższą chwilę okazuje się, że tak naprawdę możemy wykluczyć sporą część świata. Nie odważyłbym się zamieszkać w Azji czy Afryce, to byłby dla mnie za duży szok kulturowy. To samo dotyczy Australii czy Nowej Zelandii (choć jestem nią zauroczony), są najzwyczajniej za daleko. Tak mi się w tej chwili wydaje. W obecnej sytuacji politycznej można również pominąć kilka krajów w których nie czułbym się dostatecznie bezpiecznie.

Po drugiej stronie barykady są kraje znacznie bardziej rozwinięte od Polski, atrakcyjniejsze zawodowo i oferujące wiele więcej niż Hiszpania. Ba, nawet „próg wejścia” mają niższy. Ale to byłoby zbyt proste. Zbyt oklepane. Wybór tego kraju jednak nie oznacza, że chcę się wyróżnić. Hiszpania jest mi obca, niezbadana i tym samym ciekawsza.

Wybór miasta

Wybór miasta oczywiście nie mógłby być przypadkowy. Na początku nie myślałem ani o Madrycie, ani o Barcelonie. Skoro będę musiał nauczyć się nowego języka, niech będzie on możliwie najbardziej przydatny. Nie ma mowy o Katalonii czy kraju Basków. Chcę mieszkać w miejscu gdzie posługują się czystym językiem hiszpańskim.  Może kiedyś spróbuję jego pochodnych, ale teraz nie chcę sobie komplikować sprawy.

Chciałbym kiedyś wrócić do żeglarstwa i mieć własną żaglówkę. To dlatego najpierw pomyślałem o Maladze i Valencii. Wybrzeże grało istotną rolę w poszukiwaniu lotu, mieszkania i pierwszej pracy w Hiszpanii. Zdawałem sobie sprawę, że są to wyjątkowo ciepłe i bardzo turystyczne rejony. Jednak wizja przemierzania morza śródziemnego własną łajbą była silniejsza.

Kilka dni szukania i zdałem sobie sprawę, że nie będzie tak łatwo o interesujące i perspektywiczne stanowisko. Pieniądze też wcale nie budziły mojego podziwu.Wybrzeże nie rozpieszcza. O. nie mogła znaleźć ani jednej firmy z interesującej jej branży. Czy w Hiszpanii nikt nie zajmuje się współczesnymi technologiami?

Dobra, w takim razie gdzie? Unikałem od samego początku dużych miast, nie czuję aby były to moje klimaty. Bałem się kosztów życia, nie lubię tłumów. Z drugiej strony, jeśli ma być tutaj łatwiej o pracę, to niech już będzie. Jeśli się nie spodoba, to przecież możemy zawsze się przenieść dalej, prawda?

Pierwsze mieszkanie

W Madrycie jest rzeczywiście łatwiej. Mając już  „ustawioną” pracę wiadome było gdzie powinniśmy zamieszkać. Chcąc zredukować na początku koszty stałe, związane z dojazdami do pracy, mieszkanie nie mogło być za daleko od biura. Pech chciał, że biuro firmy, znajduje się w jednej z droższych dzielnic.

Szukasz mieszkania zdalnie? Nie znasz języka? Z mojego doświadczenia nie jest to możliwe. Atrakcyjne i tanie mieszkania znikają w moment. Dosłownie! O ofertach prywatnych można zapomnieć. Hiszpanie nie odpisują na maile napisane w języku angielskim i nie odbierają telefonów z zza granicy. Jeśli masz szczęście ,to w słuchawce usłyszysz „¡Lo siento!”. Jak tylko zdaliśmy sobie sprawę, że u prywaciarzy nie mamy szans, spamowaliśmy agencje mieszkaniowe. Z nimi jest znacznie lepiej, ale odbija się to na cenie.

Swojego pierwszego mieszkania szukaliśmy na kilku witrynach. Najistotniejszą jest Idealista, następnie Foto Casa i Pisos. W ostateczności można jeszcze odwiedzić Mil Anuncios.

Generalnie, kwestia wynajmu mieszkania w Hiszpanii ma się następująco. Właściciel mieszkania najczęściej życzy sobie dwu, lub trzykrotności kosztu wynajmu (wliczając depozyt). Agencja liczy sobie prowizję w wielkości jednego „czynszu”. Przyzwoite mieszkania w Madrycie zaczynają się od €700. To sporo jak dla polaka. A! Pamiętaj to tym, że do wynajęcia niezbędny będzie numer NIE, umowa o pracę a czasami potwierdzenie ostatnich wypłat.

Hola, hola! Nie tak szybko!

Tydzień do wylotu, a my ciągle nie mamy gdzie żyć. Dni mijają, szansa na znalezienie mieszkania maleje w oczach. Musimy przecież gdzieś mieszać! Z pomocą przyszło Airbnb, gdzie O. znalazła nam mały pokój na dwa tygodnie, za akceptowalne pieniądze. Plan był taki, że kiedy ja zacznę pracę, O. zajmie się organizowaniem nam mieszkania na stałe. Poszukiwania pracy dla niej mogą zaczekać. Powinniśmy dać radę funkcjonować z jednej pensji.

Udało się!

Niecałe dwa tygodnie zajęło nam znalezienie mieszkania. Pomogła nam agenta, z którą oglądaliśmy łącznie trzy mieszkania. Jest jeszcze bliżej mojej pracy niż wcześniejszy pokój. Nie podoba mi się to, ale jest to niezaprzeczalnie wygodne. Póki co.

Za oknem coraz cieplej. Lato.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.